wędzenny dzień…

Czy jest coś bardziej przyjemnego jak kawałek szynki lubo też boczku z własnego wędzenia? Ano jest jeśli ten wędzenny dzień odbywa się w tak miłej i sympatycznej atmosferze, że nie za bardzo chce się wracać do domu. A takie są wędzenne dni spędzone u moich kuzynek. Żeby to wiedzieć trzeba tam być. A ja tam byłem, wędziłem ( no powiedzmy stałem koło wędzoka), jadło wszelakie a znakomite jadłem, dysputy różnorakie toczyłem i szczęśliwie do domu wraz z moją małżonką i wędzonymi wyrobami wróciłem. A że ważność tego wydarzenia uznałem za pierwszoplanową to i mimo późnej pory (23:30) wpis ten sporządzam aby czytających zazdrość skręcała już od dzisiaj. A teraz w przekonaniu dobrze spędzonego dnia idę spać w oparach wędzennego aromatu.