bigos…

Bigos jest potrawą ogólnie znaną. Nie jest jednak ogólnie znaną potrawą bigos mojej żony imieniem Krysia. Otóż ów bigos posiada taka właściwość, a raczej wadę, że można go jeść bez opamiętania. I właśnie spory gar tego bigosu jest w zasięgu mojej ręki co powoduje, że jem go już od samego rana. Raczej nie w ramach odchudzania. W związku z bigosem odchudzanie przesunie się do całkowitego opróżnienia wspomnianego tu garnka. To tyle, bo następna porcja gotowa. 

historii ciąg dalszy….

Jako początek uznać należy wynalazek francuza Deguerre’a przedstawiony publicznie 19 sierpnia 1839 roku. To dzień narodzin fotograii. Stosowana przez niego technika nazwana dagerotypią. Wypolerowana płytka srebrna lub miedziana posrebrzana pokryta światłoczułym jodkiem srebra. Po wykonaniu zdjęcia w aparacie płytkę umieszczano w skrzynce  z naczynie z rtęcią. Naczynie podgrzewano i na płytce ukazywał się obraz. Utrwalano go następnie w tiosiarczanie sodu. Technika ta pozwalała na wykonanie zdjęcia w jednym egzemplarzu. Charakteryzował sie jednak dokładnością w odtwarzaniu szczegółów. Płytkę oprawiano w gustowne ramki i traktowano jak obraz o nieiwlkich wymiarach. Dla ciekawości w chwili obecnej kilku znanych fotografików nadal wykonuję zdjęcia ta metodą.
Poniżej dagerotyp ( ze zbiorów Muzeum Fotografii w Krakowie.

o historii fotografii słów kilka…

Otrzymałem w prezencie od Tomka znacznej grubości książkę traktującą o historii fotografi. W zasadzie jest to wybór zdjęć z największego chyba muzeum fotografii na świcie George Estman Hause w USA. Zdjęcia w chronologicznej, historycznej kolejności z komentarzem do każdego. Nie ruszałbym tego tematu gdyby nie zaskakująca perfekcja zdjęć wykonanych w XIX wieku. Biorąc pod uwagę istniejące wtedy techniki fotografii aż trudno uwierzyć, że można tworzyć takie fotografie. Zgłębiam to niezwykle ciekawe dzieło i tu na mojej stronie postaram się przybliżyć tamte czasy i efekty pracy ówczesnych zajmujących się fotografowaniem. Postaram się również opisać techniki jakimi tamtych czasach  posługiwali się fotografowie. Nie będzie to na pewno naukowe dzieło ale takie przybliżenie czasów okiem amatora dla amatorów. Pozwolę sobie jednak najpierw skończyć to dzieło. A jest fascynujące.

Wesołych Świąt….

Trwające od kilku dni szaleństwo gotowania, pieczenia, wałkowania, sprzątania, kupowania wiktuałów i prezentów, pakowania, przygotowywania odświętnych szat dobiega powoli końca. Dziś Wigilia i wieczorową pora, pięknie ubrani, w rodzinnym gronie rozpoczniemy zjadanie tego wszystkiego co zostało przygotowane. A jest tego sporo i do końca roku powinno wystarczyć. Potem wrócimy do odchudzania. Będzie sporo tej nadwagi dodanej w okresie świątecznym.

Wszystkim, którzy zaglądają tu na tą stronę z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzę  wszystkiego najlepszego i spełnienia najskrytszych Waszych marzeń. I zdrowia końskiego Wam życzę.

i spełniło się …

I nastał on dzień kiedy wraz z synem moim udałem się do miejsca w którym to nabyć można wszelkie dobra z fotografią związane. Upatrzony poprzednio, obmacany, sprawdzony aparat marki Sony został nabyty wraz z odpowiednim plecakiem aby wszystkie fotograficzne dobra nosić przy sobie mógł będę. Co prawda do końca ważyły się losy czy to nabyć aparat droższy i nieco bardziej wypasiony, czy też aparat tańszy, mniej wypasiony ale pozostawiający w mojej kieszeni gotówkę w ilości wystarczającej do nabycia drukarki firmy Epson z ukierunkowaniem na wykonywanie bardzo dobrych odbitek fotograficznych.

Teraz czytam instrukcję. Dość to opasły tomik i co raz zaskakuje takim opisem, że dopiero eksperymentowanie razem z aparatem pozwala dojść do tego o co autorowi chodziło. Ale posuwamy się naprzód i rok 2012 zapewne będzie już z zdjęciami z starego Canona i Nowej Sony. Tak.

Przy okazji wszystkim co tu od czasu do czasu zaglądają życzę Wesołych Świąt, zdrowych, obfitych (zwłaszcza w gotówkę) podarków i jadła wszelakiego a dobrego.

rozważania filozoficzne (emeryta)…

Wydawać się może człowiekowi pracującemu i mającemu do emerytury tak mniej więcej jak z Katowic do Wisły, że emeryt ma dużo wolnego czasu, którym może sobie dowolnie dysponować. Jest to prawda jeśli emeryt jest sam jak palec, a najbliższa rodzina przebywa co najmniej po drugiej stronie Polski. Jeśli jednak posiadamy bliskich blisko to pierwsze słowa jakie najprawdopodobniej usłyszy to ” nareszcie dziadek ma czas i może się: .. zająć kimś, zrobić coś, za kogoś, przynosić codziennie itd itd. I czas wolny dla dziadka emeryta zaczyna być czymś ulotnym, dalekim i nieosiągalnym. To w gruncie rzeczy też jest ciekawe i zajmujące ale przecie nie oto dziadkowi emerytowi chodziło. Przynajmniej w części nie o to chodziło.

jak być dziadkiem…

W roli emeryta dysponuje się znaczna ilością czasu. Jeśli na dodatek posiada się wnuki to część znaczną tego czasu można tym wnukom poświęcić. Oczywiście jeśli wnuki są tym wolnym czasem dziadka zainteresowane. Niby są, ale może nieco inaczej ten wspólny czas rozumieja. W takiej sytuacji muszę nad tym mocno popracować. W końcu mnie na tym zależy. A czy zależy wnukom, to się okaże.

wędzenny dzień…

Czy jest coś bardziej przyjemnego jak kawałek szynki lubo też boczku z własnego wędzenia? Ano jest jeśli ten wędzenny dzień odbywa się w tak miłej i sympatycznej atmosferze, że nie za bardzo chce się wracać do domu. A takie są wędzenne dni spędzone u moich kuzynek. Żeby to wiedzieć trzeba tam być. A ja tam byłem, wędziłem ( no powiedzmy stałem koło wędzoka), jadło wszelakie a znakomite jadłem, dysputy różnorakie toczyłem i szczęśliwie do domu wraz z moją małżonką i wędzonymi wyrobami wróciłem. A że ważność tego wydarzenia uznałem za pierwszoplanową to i mimo późnej pory (23:30) wpis ten sporządzam aby czytających zazdrość skręcała już od dzisiaj. A teraz w przekonaniu dobrze spędzonego dnia idę spać w oparach wędzennego aromatu.

zwalniam tempo …

Teraz dopiero, będąc na emeryturze, uświadomiłem sobie, że całe moje dotychczasowe życie to pęd do czegoś i gdzieś. Pomijając obowiązki wynikające z pracy zawodowej (gdzie też pędziłem nie wiadomo po co) cały wolny czas zajmowała mi inwazja wszelkiego rodzaju informacji atakującej mnie z każdej strony, z każdego dostępnego źródła przekazu. Informacja w większości niechciana ale wtłaczana mi na siłę. Czy mi to odpowiadało czy też nie. Nawet wszelkiego rodzaju spotkania towarzyskie w większości poruszają tematy tego naszego życiowego pędu tak naprawdę to donikąd.

Czas jednak powiedzieć dość. Czas dokonać segregacji, tnąc bez zastanowienia wszystko to co zbędne. Tnąc w sposób radykalny i eliminując bezpowrotnie wszystko to co zbędne, wszystko to co uznam za śmiecie. Zająć się trzeba czymś co daje chwilę prawdziwego wytchnienia, co niesie w sobie to co zaprasza do zwolnienia, zatrzymania się na dłużej nad tym z czego mogę czerpać przyjemność i energię do pełnego wykorzystania tej reszty życia jaka mi została.

Takim światem jest niewątpliwie sztuka w tym bardzo szerokim pojęciu. Sztuka którą mogę podziwiać, zachwycać się nią i ta którą mogę sam tworzyć. Dla mnie to fotografia, akwarela, rysunek, rzeźba. Czy to co tworzę ma wartość? Dla mnie tak – i tylko to się liczy. Sam fakt tworzenia jest tym co daje tą oczekiwaną satysfakcję. Jeśli dodam do tego wędrówki po lesie, pieszo i na rowerze, spacery po mieście, to w zasadzie mam wszystko co mi potrzeba.

Pisząc to myślę o własnej osobie, ale czas to jest dla innych, młodszych by wyluzowali. Nie wszyscy będą mieli takie szczęście jak ja.

punkt widzenia ….

Z biologicznego punktu widzenia jestem zwierzęciem dziennym. Moim naturalnym zachowaniem jest to, że budzę się wcześnie rano, a spać idę po zmroku. I przyjmować to możemy za prawidłowość występująca w całości populacji żyjącej na tym globie. Problem jednak zaczyna się gdy wybieram się do Ustronia do domu mojej siostry. Z jej biologicznego punktu widzenia spać ona idzie skoro świt, a kładzie się, no tu jest problem bo większość swojego żywota spędza na czytaniu książek i rozwiązywaniu Jolek w pozycji horyzontalnej. Więc skoro ja pojawiam się tam w sobotę w godzinach przedpołudniowych to tak jakbym nachodził ją w środku nocy. Co w tej sytuacji robić. Mądrość ludzi gór jest niewymownie wielka. Po prostu przyjazd ustawiamy na wieczorne godziny piątku, wtedy moja siostra łaknąca trochę politycznej wiedzy, przesiaduje przed telewizorem. No i problem jest rozwiązany zwłaszcza, że w domu tym obowiązuje zasada, że każdy robi to na co ma ochote i innych do tego nie miesza. Więc jeśli ona śpi to my aktywnie wypoczywamy czy to w ogrodzie czy też na rowerach. Pytanie po co to piszę. Ano piszę bo taka mnie naszła nagle myśl.

niech żyje nam górniczy stan …

Osobiście jestem góralem (Ślązakiem wysokogórskim spod Czantorii) ale w rodzinie mam też aktualnego górnika a raczej górniczkę. Więc z przyjemnością oświadczam wszem i wobec, że dzisiaj będę zajadał golonko. O!!

być emerytem …

Jestem emerytem całą gębą.Nie da się ukryć. To jest absolutny fakt. Tak jak to, że Kaczyński nie lubi Tuska.